Doczołgała się do krawędzi koi i wstała, przytrzymując

odwrócił. Skupił swoją uwagę na czyszczeniu. Od czasu do czasu zerkał jednak ukradkiem na Różę, gdyż bardzo
jej dłonie i uścisnął je mocno, jakby pragnął przelać w nią choć część swojego zapału. - Oddam wszystkie okoliczne lasy pod twoją opiekę, zapłacę ci kilka razy tyle, ile zara¬biasz teraz. Wybierzesz sobie kogoś do pomocy nad Hen¬rym, zamieszkasz w zamku, wszystko na mój koszt.
Jak zwykle matka myślała tylko o jednym. Dla niej mężczyźni stanowili wyłącznie środek do osiągnięcia celu.
- Proszę pani, czy wszystko w porządku? – Usłyszeli tubalny głos. - Zgłoszono nam, że ma pani kłopoty.
Mark przybladł.
- Aż tak źle to jej nie życzę - powiedziała powoli Tam¬my. - Po co miałabym to robić?
- A co to za różnica? - rzuciła obojętnie. - Jest pan żonaty?
Zacisnął zęby.
- Dobra, zostawmy ją. Teraz chodzi o Henry'ego. Przy¬kro mi, ale muszę go zabrać.
zaś usiadł na drugim fotelu i ciągle uśmiechając się patrzył przyjaźnie na rozglądającego się ciekawie Małego
Róży. Zaczął nawet swe już znane słowa:
- Co ty robisz? - Mark obrzucił tacę pełnym dezapro¬baty spojrzeniem.
ławników. Pomimo tej pięknej scenki, jaką odegraliśmy z Chrisem na potrzeby Sayre, wszyscy wiemy, że zrobił to i został sowicie wynagrodzony. Cokolwiek stało się z Iversonem, wyszliście z tego obronną ręką. Historia lubi się powtarzać. - Co masz na myśli? - Sonniego Hallsera. - To nie ma nic do rzeczy. - Czyżby, Huff? Dopiero niedawno dowiedziałem się, że tamtej nocy, której zginął Hallser, Chris odwiedził fabrykę. Huff przeklął pod nosem i wrzucił topiący się lód do szklanki. Następnie odwrócił się, żeby nalać sobie drinka. - Miał nikomu o tym nie mówić. Przysiągł mi to. Beck nie chciał wyjaśniać Huffowi, że dowiedział się tego od Sayre, nie od Chrisa. - Co zobaczył twój syn tamtej nocy? - Kłótnię między mną i Sonniem. - I? - I nic - odparł Huff, podnosząc głos. - To wszystko, co zobaczył. Kłótnię dwóch mężczyzn. - Ostrą kłótnię. - Jedyny rodzaj, jaki znam. Obaj wypuściliśmy z siebie trochę pary. Potem wróciłem do domu z Chrisem, a nieco później Sonnie miał śmiertelny wypadek. - Tragiczny zbieg okoliczności. - Owszem. Dlaczego przywołujesz te wspomnienia? - Żeby zilustrować to, o czym mówiłem. - Beck stał i okrążył pokój, stając wreszcie twarzą w twarz z Huffem. - Masz reputację człowieka rozwiązującego problemy w przedsiębiorstwie przy użyciu brutalnej siły, ocierającej się o przemoc. Taka taktyka jest w dzisiejszych czasach przestarzała, niczym stosowanie pijawek w leczeniu pacjentów. Huff upił nieco whisky. - W porządku, może rzeczywiście przekraczałem pewne granice i naginałem zasady, ale nigdy nie zawahałem się, aby zrobić to, co konieczne, dla ochrony mojej rodziny, mnie i mojego przedsiębiorstwa. Żeby wspiąć się na szczyt, trzeba być twardym jak skała. Chris to rozumie, ale nie sądzę, aby Danny albo Sayre kiedykolwiek to pojęli. Przejąłem w schedzie poślednią odlewnię i przekształciłem ją w świetnie prosperujące przedsiębiorstwo - zacisnął pięść. - Sądzisz, że to by się stało, gdybym zachowywał się jak mięczak ulegający kaprysom związków zawodowych i spełniał wszystkie żądania moich pracowników? Diabła tam! Kiedy było trzeba, zakładałem podkute buty i kopałem tyłki. Zamierzam tak postępować do chwili, gdy złożą mnie w ziemi. Nikt nie zdoła zamknąć mojej fabryki! Ani Charles Nielson, ani nawet agencje federalne. A związki zawodowe pojawią się tutaj po moim trupie! - wykrzyczał ostatnie trzy słowa, dźgając przy tym powietrze palcem wskazującym. - Jeśli to możliwe, spróbujmy uniknąć trupów - odparł spokojnie Beck. Huff rozluźnił się i nawet roześmiał. - Też bym tak wolał, zwłaszcza jeśli mowa o mnie. - Usiądź, zanim puszczą ci nerwy. I proszę, nie rób więcej takich rzeczy - dodał Beck, gdy Huff wrócił na swój fotel i jego twarz przestała być purpurowa. - Przynajmniej dopóki nie spróbuję wynegocjować pokojowego rozwiązania tego zamieszania. Paulikowie mogą przemyśleć sprawę procesu, jeśli zaoferujemy im pokaźną kwotę za ugodę. - Jak pokaźną? - Wystarczająco, żeby ich spacyfikować, lecz nie tak dużą, byś musiał się przerzucić na tańszy
- Nie rozumiem - powtórzyła bezradnie. - Pan mówi o dziecku, ale gdyby Lara zaszła w ciążę, powiadomiłaby mnie o swoich kłopotach...

- I to już cała historia? - spytał Lucien, gdy studenci zamilkli.

"Najsłabsze ogniwo stanowi o wartości łańcucha" i zastanawiał się, na ile odnieść je można do ludzi.
- Henry? - szepnęła czule Tammy, ale malec nawet nie drgnął.
I nagle Mark zaklął, nieoczekiwanie znalazł się z po¬wrotem przy niej, chwycił ją mocno za ramiona i pocałował.

zachody.

ugodziła w ramię owego potwora z kłami, ten zasyczał wściekle, a potem
zamiast niej:
przezwiskach. Pamiętasz? Mnie przezywaliście

innego miała na myśli:

- Dobrze, rób to.
dzieje, po prostu przestanę się martwić.
wrak łodzi rybackiej, która zatonęła przed laty.